W polskich zakładach bukmacherskich słynny „podatek 12%" nie jest żadnym dodatkiem wymyślonym przez bukmachera, tylko elementem systemu podatku od gier. Wyjaśniamy, skąd się wziął, jak działa na poziomie pojedynczego kuponu i dlaczego promocje „bez podatku" wcale nie oznaczają, że państwo z niego zrezygnowało.
Skąd bierze się 12%
Zgodnie z ustawą o grach hazardowych podstawą opodatkowania w zakładach wzajemnych jest suma wpłaconych stawek, a stawka podatku wynosi 12% dla zakładów innych niż te na sportowe współzawodnictwo zwierząt, opodatkowane stawką 2,5%. Podatnikiem jest podmiot urządzający gry hazardowe — dla zakładów wzajemnych obowiązek rozliczania podatku spoczywa na operatorze, a sam podatek stanowi dochód budżetu państwa.
Obecny model 12% wiąże się z ustawą o grach hazardowych z 19 listopada 2009 roku, która do dziś stanowi główną podstawę prawną rynku. Najwyższa Izba Kontroli opisywała, że stawka dla zakładów wzajemnych została podwyższona z 10% do 12% właśnie na gruncie tej ustawy — wcześniej, w starszym modelu prawnym z lat 90., zakłady były opodatkowane niżej. Obecne 12% to więc efekt stopniowego zaostrzania i porządkowania rynku, a nie liczba wzięta znikąd.
Jak to działa na kuponie — i dlaczego bukmacher nie bierze tego w całości na siebie
Mechanizm jest prosty, choć dla gracza odczuwalny boleśnie: jeśli postawisz 100 zł w standardowym zakładzie, w praktyce na grę trafia 88 zł, a 12 zł „odpływa" na podatek. To wynika z tego, że podatek liczony jest od stawki, a nie od samej wygranej. Podmiot urządzający zakłady wzajemne ma obowiązek sam obliczać i wpłacać podatek oraz składać deklaracje w miesięcznych terminach.
Formalnie to bukmacher jest podatnikiem, ale ekonomicznie podatek bardzo często jest „przenoszony" do oferty — wpływa na to, jak wygląda kurs i ile realnie gra klient. Gdyby bukmacher wziął cały ciężar na własną marżę, musiałby znacząco obniżyć rentowność zakładu. Dlatego w standardowym modelu podatek jest uwzględniany w cenie produktu, czyli w kursach i konstrukcji kuponu — to nie osobny, magiczny koszt, tylko część kalkulacji biznesowej.
Jak to wygląda w innych krajach i skąd biorą się promocje „bez podatku"
Tu nie ma jednego wzoru. W Wielkiej Brytanii podatek od zakładów jest pobierany od zysku operatora, a nie od każdej wpłaconej stawki klienta — HMRC podaje, że General Betting Duty wynosi 15% od zysków bukmachera z określonych zakładów, a Remote Gaming Duty jest liczony od zysków operatora. W Niemczech model jest bliższy Polsce: podatek od zakładów sportowych dotyczy zakładów stawianych u bukmachera i jest liczony od sumy stawek graczy, w wysokości 5,3% podstawy opodatkowania. To pokazuje, że jedne państwa wolą model „od obrotu", a inne „od zysku operatora" — Polska nie jest tu wyjątkiem, tylko jednym z krajów opodatkowujących sam obrót zakładowy, co zwykle bardziej „czuć" na poziomie kuponu niż podatek liczony od przychodu operatora.
Promocje „bez podatku" wciąż są legalne, ale nie oznaczają, że danina znika z ustawy — po prostu bukmacher bierze ją na siebie w ramach promocji, czasem w całości, czasem warunkowo. Oficjalna strona Betclic komunikuje akcję „grasz bez podatku", a STS opisuje takie promocje jako legalne, wskazując, że w takich sytuacjach to bukmacher przejmuje obowiązek związany z podatkiem. Dla bukmachera to narzędzie marketingowe: jeśli konkurencja ma podobne kursy, promocja „bez podatku" może przechylić szalę na jego stronę — operator oddaje część marży, ale zyskuje uwagę gracza, większy obrót i szansę na dłuższą relację z klientem.
W skrócie
- 12% i 2,5% to stawki tego samego podatku od gier, płaconego przez bukmachera od sumy wpłaconych stawek, nie od wygranej
- Na kuponie za 100 zł realnie w grze jest 88 zł — resztę „zabiera" podatek, zanim jeszcze zapadnie wynik
- Model „od obrotu" (jak w Polsce i Niemczech) różni się od modelu „od zysku operatora" (jak w Wielkiej Brytanii) — a promocje „bez podatku" nie kasują ustawy, tylko przenoszą koszt na bukmachera